niedziela, 10 grudnia 2017

U nas tez juz JEST. Francuska codziennosc: czesc 133


Choinko piekna jak las... pamietam taka piosenke z przedszkolnej zerowki!
Choinka znow zawitala do nas. Antek ze Stéphanem wybrali piekna epicee. Ponad 2 metry od podlogi do sufitu. W tym roku dekoracje nie na bialo a na rozno-kolorowo. Robi sie calkiem swiatecznie. Kartki wypisane. Swiece plona, lampki na choince tez i tak by sobie czlowiek usiadl i pierniczki pochrupal. Jeszcze dwa tygodnie pracy przed nami. Damy rade? Damy!
A dzis wieczorem pierwszy koncert Bozonarodzeniowy antkowego choru... jedziemy...




sobota, 9 grudnia 2017

Dwa pogrzeby. Jeden narod. Francuska codziennosc: czesc 132

W ubieglym tygodniu Francja zostala dotknieta dwoma zgonami. Najpierw odszedl Jean d'Ormesson, francuski dziennikarz i pisarz, w wieku 92 lat, ktory zmarl w nocy z niedzieli na poniedzialek, 4 grudnia. Nastepnie, we wtorek rano, 5 grudnia kraj obiegla wiadomosc o smierci znanego i ukochanego piosenkarza Johnny Hallyday czyli Jean-Philippe Smet, 74 lata. 

Postacie zupelnie rozne. Jean d'Ormesson urodzil sie ze zloty lyzeczka w dloni, w arystokratycznej rodzinie, w ktorej nigdy niczego nie brakowalo. Otrzymal elitarna edukacje. Byl redaktorem naczelnym prawicowego dziennika "Le Figaro", przyjacielem wielu wielkich tego swiata. Johnny urodzil sie w rodzinie blegijskiej biedoty. Ojciec w ogole sie do niego nie przyznal a matka oddala go na wychowanie do Paryza, do jednej z ciotek, gdyz sama nie mogla zajac sie malym chlopcem. Johnny jednak wyrosl na znakomitego piosenkarza, kompozytora i muzyka. zaczal spiewac w wieku 14 lat. Fascynowaly go Stany Zjednoczone, blues i rock and roll, motory i piekne kobiety. Jakze rozne zycia, korzenie... 
Jean-dOrmesson         Ale wydarzylo sie cos co w pewnym stopniu zjednoczylo tych dwoje wybitnych reprezentantow narodu francuskiego. Ich prawie rownoczesna smierc i HOLD jaki Francuzi oddali im jednym glosem. 
W piatek narodowy pogrzeb pisarza, na dziedzincu Invalides zgromadzil wielkich z prezydentem Macronem włącznie. Ceremonia byla transmitowana w telewizji bo ta tez na roznych kanalach poswiecila wiele programow wspominaniu wielkiego czlowieka z jego przejmujacym niebieskim spokrzeniem i tym usmiechem, za ktory ja osobiscie tez go bardzo lubilam. Bo to, ze przeczytalam wiekszosc jego ksiazek jest oczywistoscia. Jean d'Ormesson kochal zycie, celebrowal zycie i w ostatnich linijkach, ktore napisal znow spiewal jego piekno. 
"Piekno na zawsze. Wszystko przemija. Wszystko sie konczy. Wszystko zanika. I ja, ktory wyobrazalem sobie zyc wiecznie, coz sie ze mna stanie. Nie jest niemozliwym..." 
Kartka z tymi slowami zostala przekazana przez jego corke Heloise w programie "Wielka ksiegarnia" w czwartkowy wieczor. 


Podczas ceremonii pogrzebowej, prezyden Macron polozyl na trumnie pisarza pokrytej francuska flaga - OLOWEK, zwykly, zielony olowek. 
Trudno o bardziej wymowny i godny gest. 



Macron dépose un crayon sur le cercueil de Jean d'OrmessonWczoraj z koleji nasze stacje telewizyjne transmitowaly pogrzeb "popularny" Johnny Hallyday'a. Na paryskich ulicach setki tysiecy ludzi. Kondukt przejechal przez Pola Elizejski by dotrzec do kosciola Madeleine na jedna z piekniejszych mszy pogrzebowych, w jakiej przyszlo mi wziac udzial ( wirtualnie). Ludzie smiewali piosenki Johnniego wszedzie, gdzie sie dalo. Nawet w moim liceum zamiast dzwonkow na przerwy wlaczano piosenki Hallyday'a. Trumne eskortowalo ponad 700 Bikersow czyli motocyklistow, ktorych piosenkarz byl fanem. Kosciol zapelnil sie osobistosciami ale takze anonimami a cala ulica Royale az do placu Concorde zapelniona byla tlumem. 



19120936 1909905865702175 6034826812096249856 n I tutaj byl prezydent Macron jak i pozostali dwaj byli prezydenci Francji. 
Wiele przemowien, wspomnien, spiewow, modlitw i gestow, ktore naznaczyly ten dzien i to odejscie. 

Piosenkarz mial 4 zwiazki malzenskie, dwoje naturalnych dzieci i dwoje zaadoptowanych: Jade i Joy, dwie dziewczynki z Wietnamu. 

Setki tysiecy osob plakaly wczoraj we Francji odejscie tego, ktory przez 60 lat swoimi piosenkami towarzyszyl im w najwazniejszych momentach zycia. Posrod nich bylismy i my. 

I wczoraj wlasnie poczulam, ze jestem czescia tego narodu, jego kultury, jego dziedzictwa. Bylam dumna, ze jestem w jakims stopniu Francuzka, ze zyje w tym kraju, w takim kraju, ktory potrafi z taka wielka godnoscia, smutkiem i radoscia polaczyc swoich obywateli i to niezaleznie od ich pochodzenia spolecznego, wyznania wiary badz jej braku... To byla wielka lekcja czlowieczenstwa ale tez demokracji, jednosci i roznic. 

I dumna jestem z tego, ze glosowalam na takiego czlowieka jak Emmanuel Macron. Jego slowa, czyny, gesty tylko utwierdzaja mnie w dokonanym wyborze. A jego zona, Brigitte... do ktorej miano tyle uwag, glownie mizoginicznych, wszedzie pokazuje klase przede wszystkim te intelektualna oraz francuska elegancje i szyk.

piątek, 8 grudnia 2017

"Odchodzic" - recenzja pani Ewy Woltman

„Jedna rodzina – tyle ludzkich losów.” 

„Odchodzić” Agnieszki Moniak – Azzopardi to niebanalna książka o przemijaniu, sile więzi rodzinnych, bezradności wobec nieuchronności losu, o dojrzewaniu do akceptacji życia we wszystkich jego przejawach i fazach, także tej ostatniej, dopełniającej się w cieniu cierpienia i zbliżającej się śmierci.
Z pierwszej części powieści stopniowo wyłania się szkic kilku gałęzi drzewa genealogicznego, obraz kilku pokoleń bohaterów, nad których losami autorka pochyla się z serdeczną uważnością. Rekonstruując wybrane fragmenty dziejów rodu, konsekwentnie, lecz nie natrętnie przywołuje konteksty historyczne, społeczno-polityczne i kulturowe, bowiem moment dziejowy, środowisko, narodowość  i geoprzestrzeń  determinują biografie postaci i odciskają trwałe piętno na ich wyborach życiowych i systemach wartości. Mogą stać się też źródłem  poczucia godności osobistej, ale, paradoksalnie, generują też lęki i kompleksy. 
Autorka osadza zasadniczą część akcji swojej sagi na Wołyniu, w kresowym tyglu etnicznym, gdzie żyją obok siebie Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Zderzenie różnych narodowości, religii i kultur staje się źródłem konfliktów, ale bywa też lekcją tolerancji i solidarności ponad podziałami, czego dowodzi na przykład scena, w której Żydówka kierując się odruchem wspólczującego serca w wigilijny poranek przynosi ciasto biednej rodzinie chorującego Stanisława lub inne, gdy bracia ratują tonącego ukraińskiego parobka, a Ukrainka w 1943 roku ukrywa rodzinę Zosi. W warstwie fabularnej nie brak zdarzeń  tragicznych, czy wręcz drastycznych, gdy członkowie rodziny stają się ofiarami zbrodni i rzezi wojennych. Zadziwiająco różnie potoczyły się losy bohaterów książki. Jednych, jak na przykład Józię i jej męża życiowa droga poprowadziła na emigrację, aż do Kanady, inni, jak Henryk i jego przyjciele z Koniuch, zostali wywiezieni na roboty przymusowe do Niemiec lub jak Gąsiorowscy zginęłi z rąk oprawców. 
Rodzina dla prawie wszystkich bohaterów sagi staje się pierwszą i najważniejszą szkołą życia. W procesie dojrzewania koniecznością okazuje się zarówno bolesna separacja od najbliższych i opuszczenie gniazda (Józia), jak i podtrzymywanie więzi (Natalia).
W galerii barwnych postaci tej powieści pojawiają się silne kobiety, zahartowane biedą,  zdeterminowane i walczące o przetrwanie najbliższych (Antonina), pracowici i odpowiedzialni mężczyźni (Stanisław), odważni, skłonni do podejmowania życiowego ryzyka młodzieńcy (Bolek i Heniek), kruche i bierne w swej  niezaradności staruszki (Janina), pełni pasji społecznicy (Teresa). Autorka z równą wnikliwością tworzy portrety kobiet, jak i mężczyzn, dokonujac poniekąd literackiej rekompensacji wartości bohaterek, które ze względu na uwarunkowania socjologiczne i kulturowe w I połowie XX wieku pozostawały jeszcze na marginesie życia społecznego. 
Centralną postacią powieści posiadającej dwudzielną kompozycję jest jednak Henryk – najpierw dziecko, którego rodowód i gniazdo rodzinne szczegółowo poznajemy, potem marzący o karierze pilota nastolatek, którego plany nieoczekiwanie pokrzyżowała II wojna światowa, a następnie dojrzały mężczyzna, nauczyciel – entuzjasta i w końcu  ukochany Dziadek Natalii. 
Akcja powieści rozpoczyna się w 1924, kończy około 2010 roku. Czas historyczny odgrywa znaczącą rolę w pierwszej części utworu, z wolna ustępując miejsca strumieniowi czasu subiektywnego, odmierzanego fazami postępującej choroby Henryka i jego powolnym odchodzeniem. Dynamika zdarzeń w świecie zewnętrznym przestaje wówczas mieć znaczenie, bo najważniejsze dokonuje się w relacji Dziadek – Wnuczka, w głębi serca, w warstwie emocji. Przestrzeń zawęża się do jednego miasta (Wałcz), jednego mieszkania, a w nim – łóżka Dziadka. 
O smaku życia nie decydują, jak wcześniej, ekstremalne przeżycia, gwałtowne uczucia, wielkie sprawy, ale doświadczenia i radości najprostsze oraz detale.  Największą  wartością codzienności jest to, że jeszcze jest dostępna, dopóki życie trwa. Jej piękno można odnaleźć w smaku dobrej herbaty i nałęczowskich śliwek w czekoladzie, zwłąszcza, gdy pamięta o nich ukochana osoba.
Miarą odległości pomiędzy Henrykiem i Natalią nie są tysiące kilometrów pomiędzy Francją a Polską, ale bliskość serc i czułość gestów, język miłości i wzajemnego oddania. Współcześnie, gdy w życiu publicznym tak niewiele uwagi poświęca się ludziom sędziwym, chorym, zniedołężniałym lub niepełnosprawnym, istotną zaletą książki jest wrażliwość i subtelność, z jaką młoda pisarka  przedstawia  kondycję starego człowieka, jego cierpienie i niemoc. 

Powrót do genealogicznej przeszłości w poszukiwaniu ciekawych scenariuszy życia ma szanse zakończyć się sukcesem, bowiem  życie bywa niekiedy  bardziej zaskakującym reżyserem zdarzeń niż ludzka wyobraźnia. Myślę, że Agnieszka Moniak-Azzopardi czerpiąc inspirację z dziejów rodu, w literackich stop-klatkach nie tylko ocaliła od zapomnienia postacie i zdarzenia, losy jednostek i zbiorowości, ale także mimowolnie podjęła próbę odkrycia jakiś okruchów prawdy o sobie w kontekście historii rodzinnych. 


Książka warta przeczytania. Zdecydowanie polecam.


Pani EWO... ogromne DZIEKUJE!

czwartek, 7 grudnia 2017

"Odchodzic" w Strasburgu!

L’image contient peut-être : 1 personne, ciel et plein air
Pani Katarzyno, dziekuje za zdjecie!!!

Szopka neapolitanska w moim domu. Francuska codziennosc: czesc 131.


Tego lata spedzilismy tydzien pod Neapolem i zwiedzilismy przylegly temu miastu region jak i samo miasto. Zdjecia i opisy tych miejsc znajdziecie w rubryce "Poludniowa Italia". I tak przechadzajac sie po Neapolu pewnej sierpniowej soboty trafilismy do butiku pana Roberto Coletta. 
Byl to bardzo spokojny, starszy pan, ktory przywital nas radosnie nie przerywajac swojej pracy - malowal wtedy kolejne postacie do szopek. Jego warsztat wypelniony byl szopkami. Byly te ogromne jak i te miniaturowe, pod kloszem, jak ta nasze, i te do ustawiania w domu. Na polkach setki figur w roznych strojach dopelnialy oferty. Nie moglismy oderwac oczu od tych cudownosci. Antek przygladal sie wnikliwie samej pracy artysty. 

Nie wyszlismy z pustymi rekoma. Nasza szopka nie jest zbyt duza. Ma jakies 25 cm wysokosci, ale jest wykonana przez pana Coletta recznie, kazda figurka, kazde zdziblo trawy przyklejone do jej terakotowych scian. Teraz stoi obok naszych swiec adwentowych i nie mozemy sie na nia napatrzec. 
W tym roku, po raz kolejny, neapolitanscy artysci podarowali szopke papiezowi Franciszkowi. 
Ta tradycja jest tak piekna i tak silna... trwa od ponad 700 lat w Neapolu choc oczywiscie zapoczatkowal ja Swiety Franciszek z Asyzu w XII wieku. 


niedziela, 3 grudnia 2017

Anonimy

Po raz  podkreslam, ze nie bede tutaj publikowac zadnych anonimowych komentarzy czy to zjadliwych czy zyczliwych. Podstawowa kultura osobista wymaga przedstawienia sie z imienia I z nazwiska ( jesli nie posiada sie wlasnego, zidentyfikowanego bloga)  rozmawiajac z  kims kogo imie I nazwisko znacie.

Wyjatkowo obrazliwe i niestety anonimowe komentarze sa przeze mnie zglaszane w formie skargi na policji. Prosze sie wiec nie zdziwic gdy ktos zapuka kiedys do niektorych drzwi. Obrzucanie kogos inwektywami i grozenie  mu jest prawnie karalne.